piątek, 29 grudnia 2017

Dyskretne Szaleństwo - Mindy McGinnis

Dyskretne Szaleństwo
Mindy McGinnis
Oryginalna nazwa: A Madness So Discreet
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron: 392

"Każdy panicznie się czegoś bał, ale przynajmniej pająki, które mieszkały w żyłach tej nowej dziewczyny, były urojone. Grace już dawno temu przekonała się, że źródłem największych koszmarów tego świata są inni ludzie."

XIX wiek, Ameryka. Grace Mae - niezamężna, córka znanego polityka - jest ciężarna, więc zostaje zamknięta w szpitalu psychiatrycznym (mimo bycia zdrową na umyśle), aby wieść ta się nie rozniosła i nie zhańbiła rodziny. Zmorą dziewczyny nie są tylko okropne warunki, okrutne "sposoby leczenia" czy niemiły, pozbawiony serca personel, ale przede wszystkim przerażające zmory przeszłości, które nie chcą zniknąć z jej pamięci. Jedyne co trzyma ją przy życiu, to strach przed karą piekła, choć kto wie, czy jej życie nie jest od niego gorsze...
Dlaczego właściwie zamknięto ją w szpitalu dla chorych umysłowo? Czy dziewczyna kompletnie oszaleje? Co będzie musiała przetrwać w tym strasznym miejscu? Co ją spotkało, zanim tu trafiła? Co kryje jej umysłu? Czy ktoś wyciągnie pomocną dłoń do Grace? Dostrzeże jej wartość?


Prawie nigdy się nie zdarza, żeby jakaś książka wciągnęła mnie po pierwszej stronie i tak bardzo zaintrygowała. Dyskretne Szaleństwo to jedna z lepszych pozycji, które przeczytałam w 2017 roku.

"- Co ci zrobiono? [...] Albo co było ci dane ujrzeć, że w tak młodym wieku pogrążyłaś się w otchłani?"

Dyskretne Szaleństwo mimo opisu nie jest thrillerem, a przynajmniej nie w całości. Dużą jego częścią stanowi kryminał w stylu Sherlocka. W pewnym momencie książki dostajemy do rozwiązania sprawę seryjnego mordercy, który grasuje w okolicy. (Nie będę tłumaczyć skąd tu się nagle wziął kryminał, bo byłyby to spojler.)
Jest to dość dziwne połączenie, ponieważ autorka zaczyna z grubej rury poprzez obrazowanie nam realiów XIX-wiecznych szpitali psychiatrycznych, a potem przechodzi do nie tak przerażającego życia bohaterów, ich problemów i trosk, a w międzyczasie wplata detektywistyczne motywy. O dziwo, to wszystko ma ręce i nogi. W dodatku Mindy McGinnis świetnie oddała klimat XIX wieku, który uwielbiam <3. Cały czas czuć w pobliżu czający się niepokój i mrok, choć zabrakło mi na końcu takiego wielkiego efektu WOW!, więc czuję niedosyt po lekturze.

W Dyskretnym Szaleństwie mamy do czynienia z paletą dobrze wykreowanych, różnorodnych charakterów, które pochodzą z odmiennych klas, dzięki czemu możemy przekonać się jak wielkie różnice panowały w ich podejściach do danych problemów. Autorka mogła dzięki temu poruszyć trochę tematów związanych ze znieczulicą i wykluczeniem ze społeczeństwa. Świetnie wyszło jej granie na emocjach i trzymanie w napięciu - zwłaszcza w pierwszej części książki.

"- Więc naprawdę tak bardzo się różnimy? Zdrowi od chorych? [...]
- Jestem skłonny twierdzić, że nie ma żadnej różnicy [...] Dla mnie osoby obłąkane to te, które po prostu zdecydowały się nie angażować w sprawy świata w sposób taki, jak większość populacji. Bywają dni, kiedy się zastanawiam, czy przypadkiem nie dokonały właściwego wyboru.
- W pana ustach brzmi to tak, jakby w gruncie rzeczy nikt nie był chory psychicznie.
- Wprost przeciwnie, moja definicja jest zbyt rozległa. Uważam, że wszyscy jesteśmy szaleni. Niektórzy z nas zachowują jedynie w tej kwestii większą dyskrecję."

Dyskretne Szaleństwo jest idealną lekturą na jesienno-zimowe dni, kiedy za oknem jest ponuro i deszczowo - wzmacnia to klimat zawarty w książce. Przez tekst się płynie, dzięki przyjemnemu stylowi autorki, a czas z nią spędzony na pewno nie jest zmarnowany, szkoda tylko, że taki krótki.
Powieść zdecydowanie jest skierowana do czytelników o mocniejszych nerwach, bo posiada parę drastycznych scen, wydarzeń - dzięki nim możemy lepiej zrozumieć tragiczną sytuację w jakiej znalazła się Grace. Myślę, że może przypaść do gustu przede wszystkim osobą lubiącym Sherlocka Holmesa, ponieważ w obu pozycjach znajdziemy podobne motywy i sposób prowadzenia zagadki. Może właśnie dlatego, tak bardzo zachwyciła mnie twórczość Mindy McGinnis.
Polecam serdecznie.

Pozdrawiam
Sisley

"- Martwi nic nie wiedzą [...]
- A żywi mają tajemnice."

piątek, 1 grudnia 2017

Źródło - J. D. Horn

Źródło
J. D. Horn
Seria: Wiedźmy z Savannah - tom 2
Oryginalna nazwa: The Source
Tłumaczenie: Jerzy Bandel
Wydawnictwo: Feeria Young
Liczba stron: 408
Recenzje: tomu 1.
Można dopatrzeć się małych spojlerów!

"[...] chociaż życie cały czas odbiera ci rzeczy i ludzi, których kochałeś, nigdy nie powinieneś przestać się cieszyć, że żyjesz. [...]"


Marcy Taylor jest teraz kotwiczącą, jest także w ciąży i niedługo ma wyjść za mąż, dlatego musi dbać o siebie i dziecko. Pragnie odnaleźć siostrę, która przez swoją głupotę została wciągnięta do innego wymiaru, a nie jest to łatwe zadanie, ponieważ cały czas jest kontrolowana przez innych kotwiczących. Jednak większym zmartwieniem na obecną chwile jest staruszek, którego przez przypadek zabiła gdy chciała go ratować, ponieważ nie opanowała jeszcze swoich mocy. Znikąd pojawia się pomoc w postaci jej matki, która powinna być martwa od czasu jej narodzin.
Czy Marcy uda się odnaleźć siostrę? Czy osoba podająca się za jej matkę jest prawdziwa? Komu powinna ufać? Kim był już nieżywy staruszek? Czy zapanuje nad swoimi mocami? Z czym i kim przyjdzie się zmierzyć ciężarnej dziewczynie?

Źródło to bardzo dobra kontynuacja Rodu. Na powrót wciąga nas w świat wiedźmy żyjących w Savannah, a dokładniej w rodzinę Taylorów - zbitkę różnorodnych charakterów, pośród których każdy wypatrzy sobie swojego ulubieńca (Oliver <3). I nie wolno zapominać o przegenialnej Matce Jilo, chyba najlepszej postaci w całej książce. Choćby dla niej i jej poczucia humoru warto zerknąć do tej pozycji ;).

"- Miał tętno? Oddychał?
- Nie. Zaczynał się robić siny.
- No widzisz. Niebieski białas to martwy białas. [...]"

Wiedźmy z Savannah to jedna z tych luźnych serii, które czyta się dla relaksu. Nie wymaga dużo od czytelnika, nie ma bardzo złożonego świata, a bohaterowie nie irytują. Część fabuły to trójkąt romantyczny, na szczęście, niezbyt nachalny; a reszta to zmagania Marcy z konsekwencjami przejęcia mocy kotwiczącej i ujawnieniem się z dawna zmarłej matki, która na pewno knuje coś niedobrego ;). Do tego dochodzi jeszcze trochę historii przodków rodziny, którzy na pewno nie byli aniołkami.
Miałam lekki problem z początkiem Źródła, trochę mi się dłużył, ale później było zdecydowanie lepiej i wciągnęłam się w losy Taylorów.
Chwilami miałam takie delikatne przeświadczenie, że ta książka miała zadatki na erotyk, co było momentami czuć w opisach i niektórych rozwiązaniach fabularnych, ale było tego naprawdę niewiele, więc nie ma sensu zrażać się przez to do lektury.

Właściwie nie wiem komu mogę polecić tą powieść. Ani to młodzieżówka, ani książka dla dorosłych... raczej balansuje na czymś pomiędzy. Takie new adult z czarami. Jednak jest to zdecydowanie dobra powieść dla fanów wiedźm i magi. Szybko się czyta, a klimatycznie przypomina Sabrinę, więc można poczuć trochę nostalgii i powspominać. Sama na pewno sięgnę po ostatni tom, jednak jeszcze nie wiem kiedy ;).

"[...] Tak właśnie narodziła się kolejna tajemnica Taylorów. Tyle było trzeba.
Jednego sekretu i kogoś, kto chciał chronić ukochaną osobę. [...]"

Pozdrawiam
Sisley

niedziela, 19 listopada 2017

Duma i uprzedzenie - Jane Austen

Duma i uprzedzenie
Jane Austen
Oryginalna nazwa: Pride and Prejudice
Tłumaczenie: Anna Przedpełska-Trzeciakowska
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 370

"Jest prawdą powszechnie znaną, że samotnemu a bogatemu mężczyźnie brak do szczęścia tylko żony."

Państwo Bennet mają niemały problem. Nadszedł czas aby wydać wszystkie pięć córek za mąż, ale w pobliżu brak młodych, bogatych panów, a dziewczęta nie posiadają żadnego posagu. Jednak pojawia się małą iskierka nadziei dla przynajmniej jednej panny. Do położonej niedaleko posiadłości wprowadził się pewien młodzieniec i zdecydowanie jest idealnym kandydatem na męża.
Kim jest nowy właściciel rezydencji? Kto odnajdzie miłość i szczęście? Czyje uczucia wezmą górę nad dumą? Jak wyboista będzie droga do ślubnego kobierca?

Już od dawna chciałam przeczytać Dumę i uprzedzenie, zwłaszcza aby przekonać się o co tak naprawdę chodzi z panem Darcym. I już wiem. I rozumiem. I zdecydowanie dostrzegam to, że jest prekursorem obecnych bohaterów - "mężów", np. Willa z Diabelskich Maszyn <3 (recenzja tomu: 1.2.3.).

"- Nie ma nic bardziej zwodniczego nad pozory skromności - rzekł Darcy. -Często jest to tylko obojętność wobec opinii ludzkiej, a czasami zamaskowana pycha."

Choć powszechnie wiadomo, że o Dumie i uprzedzeniu prawdopodobnie powiedziano już wszystko co można było, to i tak sama chcę się trochę wypowiedzieć.
Jane Austen ma bardzo przyjemne pióro i mimo tego, że książka ma już ponad II wieki, to język niestanowi tu żadnego problemu. Klimat jest za to bardzo odczuwalny i bez problemu przenosi nas do czasów, w których dzieje się akcja, a że jest to XVIII / XIX-wieczna Anglia, to ja byłam wniebowzięta :). W powieści można też dostrzec ciekawy komentarz na temat społeczeństwa i jego podziału w tamtym okresie, ponieważ autorka bardzo dokładnie je opisuje i wytyka wady jak i zalety.
Odrobinę bolał mnie sposób przedstawienia postaci i charakteryzowanie ich poprzez wymienianie cech po przecinku, ale miało to tylko miejsce na samym początku, więc później mogliśmy poznać protagonistów dzięki ich wyborom i postępowaniu. I nie wolno zapominać o przydługich monologach, które zdecydowanie pokazywały jakimi ludźmi są bohaterowie ;).

Muszę jednak przyczepić się odrobinę do tłumaczenia, bo jest dla mnie niezrozumiałe, dlaczego część imion została przetłumaczona na polski, a reszta nie?! Wszystkie albo żadne, inaczej jest to pozbawione konsekwencji, a zwłaszcza gdy bohaterka jest Elżbietą, ale w skrócie już Lizzy, a nie Ela.

"- [...] trudno ciągle śmiać się z ludzi, nie potykając się od czasu do czasu na własnym dowcipie."

Byłam szczerze zaskoczona w czasie lektury Dumy i uprzedzenia, ponieważ spodziewałam się raczej słodkiego romansu, schadzek po nocach, głębokich wyznań miłosnych, czegoś w stylu Romea i Julii, a dostałam bardzo dobrą powieść obyczajową o zamążpójściu w XVIII / XIX wieku i z zaskakującymi zwrotami akcji.
Powieść ta zdecydowanie zasłużyła na miano klasyka i momentalnie dołączyła do moich ulubionych <3.
Serdecznie polecam :).

Pozdrawiam
Sisley 

niedziela, 12 listopada 2017

Wstyd - Rachel Van Dyken

Wstyd
Rachel Van Dyken
Seria: Zatraceni - tom 3
Oryginalna nazwa: Shame
Tłumaczenie: Jarosław Irzykowski
Wydawnictwo: Feeria Young
Liczba stron: 360
Recenzje: tomu 1.tomu 2.

"Tak już jest z przeszłością. Nigdy nie pozostaje tam, gdzie według nas jest jej miejsce. Zawsze przychodzi pora, że odsłania się w całej swojej krwawej i wstydliwej okazałości, i nie pozostaje już nic, absolutnie nic, jak tylko na to patrzeć."

Mroczna przeszłość zaczyna upominać się o Lisę. Nie jest w stanie utrzymać maski, którą od tak dawna nosiła, za którą tak dokładnie chowała cierpienie i wstyd. Jej czyny w przeszłości, mrok który ją wtedy pochłonął, sprawiły, że dziewczyna nie zasługuje na to, aby być kochaną. A teraz, ktoś zna jej sekret. I chce zemsty. Chce zniszczyć jej życie.
Co skrywa przeszłość Lisy? Czym jest jej Wstyd? Czy mrok ponownie ją pochłonie? Albo zgubi na zawsze? Co grozi dziewczynie?
Tristan jest nowym wykładowcą na Uniwersytecie, ale jego celem jest  Mel - dziewczyna, która doprowadziła Taylora B. do ostateczności...
Kim był Taylor B.? Co się wydarzyło między nim i Mel? Kim tak naprawdę jest Tristan?

"[...] winna mu byłam nie tylko posłuszeństwo, ale całą swoją duszę."

Wstyd jest najmroczniejszym tomem tej serii. Momentami szedł trochę bardziej w stronę thrillera niż young adult, którym jest. Czuć w nim obsesyjność i psychodelię dzięki wpisom z "Dziennika Taylora B." i wspomnieniom Lisy. Oczywiście wątek romansu jest na pierwszym planie, jednak fabuła z nim połączona jest ciekawa i dobrze gra na emocjach. I choć historia zawarta w tej części jest zdecydowanie bardziej rozbudowana i intrygująca, to nadal twierdzę, że Utrata była najlepsza.

Z przyjemnością śledziłam również losy par z poprzednich tomów, które przewijały się gdzieniegdzie w tle. I oczywiście do szczerego uśmiech doprowadzały mnie sytuacje, kiedy to Wes i Gabe zaczynali wszystkim matkować. Kto bogaczom zabroni? ^^

Rachel Van Dyken wszystkie trzy tomy oparła na schemacie: przepiękna (choć nie świadoma tego), zatroskana, zmaltretowana przeszłością (w mniejszym bądź większym stopniu) dziewczyna + niesamowicie przystojny, jeszcze bardziej bogaty, chłopak z problemami. Nawzajem się w sobie zakochują (praktycznie od pierwszego wejrzenia) i próbują sobie pomóc. Wprawdzie jest to bardzo standardowy scenariusz, ale w wykonaniu tej autorki czyta się z przyjemnością i ciekawością.


Rzecz jasna i we Wstydzie nie zabrakło głębokich mądrości i pięknego przesłania, którymi pani Rachel raczyła nas od pierwszych stron serii. (Książka cała w kolorowych karteczkach indeksujących? - Zaliczone.)

"Czasami niemal przez całe życie człowiek jest ofiarą - dopóki nie uzna, że warto podjąć walkę o ocalenie. - Lisa"

Trochę mi szkoda, że to już koniec Zatraconych, ale również cieszę się, że nareszcie ich skończyłam :). Seria jest bardzo przyjemna i lekka, a mimo to porusza wiele trudnych tematów. Rachel Van Dyken ma bardzo dobre pióro, przez co z chęcią sprawdziłabym inne jej książki, a was zachęcam do zerknięcia do tych ;).

Pozdrawiam
Sisley

niedziela, 1 października 2017

Illuminae - Amie Kaufman & Jay Kristoff

Illuminae
Amie Kaufman & Jay Kristoff
Seria: Illuminae Folder - tom 1
Oryginalna nazwa: Illuminae. The Illuminae Files_01
Tłumaczenie: Mateusz Borowski
Wydawnictwo: Moondrive
Liczba stron: 579
Opinia zawiera troszkę spojlerów.

"ILE LUDZKICH ŻYWOTÓW DOKONAŁO SIĘ W CZASIE TEJ ŚWIETLNEJ PODRÓŻY?
ILE LUDZI POZNAŁO SMAK UTRATY TYCH, KTÓRYCH KOCHALI?
ILE RAZY GASŁA NADZIEJA?"

Rok 2575. Wydawałoby się, że to kolejny zwykły poranek, kiedy ludzie się schodzą i rozchodzą, tak jak Kady Grant i (od dziś jej były chłopak) Ezra Mason. Nikt nie spodziewał się, że akurat tego dnia na kolonię Kerenzę napadnie wroga organizacja i pozbawi domu tyle istnień.
Tych, którym udało się uciec, ewakuują Alexander, Hypatia i Copernicus. Jednak w ślad za uciekinierami wyrusza Lincoln - wrogi, pancerny statek kosmiczny. Na domiar złego, AIDAN - sztuczna inteligencja sterująca Alexadrem jest poważnie uszkodzona i staje się równie poważnym zagrożeniem.
Czy Lincoln ich dogoni? Jakie plany snuje dowództwo Alexandra i Hypati? Co w takim wypadku mogą zrobić zwykli cywile? Co się dzieje na Copernicusie? Co takiego wyprawia AIDAN i jakie są jego zamiary? Komu uda się przetrwać?

"- CUDA SĄ STATYSTYCZNIE MAŁO PRAWDOPODOBNE, A LOS TO ZŁUDZENIE,
W KTÓRE LUDZIE WIERZĄ, BY DOZNAĆ POCIESZENIA W CIERPIENIU.
W ŻUCIU NIE MA ŻADNYCH PEWNIKÓW OPRÓCZ ŚMIERCI."

AIDAN to najlepsze co przytrafiło się tej książce. Uwielbiam go <3 i chcę więcej. (Nic nie poradzę na to że lubię psychopatów ^^.)
Szerze polubiłam Kaydy - wie czego chce i jeśli musi - działa, wali prosto z mostu oraz może poszczycić się ogromną inteligencją i odwagą - podziwiam ją za to co zrobiła (nawet jeśli jest tylko fikcyjną postacią).
Ezra jest kochany <3. Ma w sobie coś z małego chłopca, ale poza tym jest troskliwy, honorowy i wierny. Tworzy wspaniałą parę z Kaydy :D.
W ogóle bohaterowie w tej książce są bardzo realistycznie wykreowani. Możemy poczuć do nich sympatię czy nienawiść, niektórzy będą dla nas obojętni, ale wszyscy wydają się prawdziwy - tacy ludzie naprawdę mogliby istnieć.

"Rzeczy nie mają znaczenia.
Oni tak mówią.
Ciekawe czy ktoś z nich stracił wszystko?"

Autorzy poruszają w Illuminae trochę poważnych tematów: utratę bliskich, domu; moralność - wybór między większym i mniejszym złem. Jest to genialnie wplecione w fabułę i skłania czytelnika do przemyśleń.
Trochę gorzej wyszła im akcja z "zombie", która trochę mi się dłużyła. Cała reszta historii była nieziemska ;).
Pomysł na cenzurę jest genialny. Giną ludzie, jest brutalnie - ale nie, olejmy to! Wulgaryzmy są bardziej niedopuszczalne xD. Ogólnie pojawia się ich bardzo dużo, czyniąc postacie bardziej realistyczne. Bohaterom towarzyszy również spora dawka czarnego humoru, co mi bardzo przypadło do gustu.
Książka jest tak skonstruowana (brak opisów itp.), że nie do końca można odczuć różnicę tych V minionych wieków, przynajmniej na początku. Zabrakło mi możliwości porównania ich "świata" z naszym.
W oczy też rzuciło mi się cytowanie i odnoszenie się do kanonu literatury naszych czasów (Sherlocka, Dostojewskiego, Szekspira itd.) pomimo 2575 roku - wydaje się to troszkę nieprzemyślane.

"Mason, E., ppor.: [...] Umrę w wirtualu. Spocony i niekochany
ByteMe: nie ma pewności, tu można umrzeć na wiele sposobów. [...]"

Uwielbiam wydanie Illuminae, ale troszkę przeszkadza mi to, że obwoluta nie do końca pasuje na okładkę i to, że tekst z okładki "zagina się" do środka książki. Są to drobne przeoczenia lub małe błędy niezdatne do poprawy, ale dostrzegalne - niestety.
Najbardziej jednak ubodła mnie jedna rzecz - literówki tam gdzie na pewno nie miało ich być. Nie było ich dużo, ale w tej książce to powinno być niedopuszczalne.

Książka będąc zbiorem raportów, wiadomości z chatów i maili, wykazów itp. zmusza czytelnika do myślenia podczas lektury i do dopowiadania sobie tego, co działo się "pomiędzy dokumentami". Illuminae potrafi również grać na emocjach, czasami przyspieszając nam puls, a innym razem doprowadzając do łez. Do ostatniej strony nie wiemy jak to wszystko się skończy i komu uda się pozostać przy życiu, dlatego od tej lektury nie da się oderwać.
Nie mogę się doczekać kolejnego tomu *.*
Polecam gorąco <3.
Sisley

"- WSZECHŚWIAT NIE JEST CI NIC WINIEN [...]"


piątek, 1 września 2017

Złodzieje Snów - Maggie Stiefvater

Złodzieje Snów
Maggie Stiefvater
Seria: Kruczy Cykl - tom 2
Oryginalna nazwa: The Dream Thieves
Tłumaczenie: Piotr Kucharski
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 480
Recenzje: tomu 1.
(Opinia zawiera trochę spojlerów z tomu 1.)

"Non mortem, somni fratrem. Nie śmierć, lecz jej brat, sen."

Ronan skrywa wiele tajemnic. Jedną z nich jest umiejętność wyciągania przedmiotów ze snów. Nawet Gansey o niej nie wiedział, do czasu ostatnich wydarzeń.
Szary Mężczyzna przybył do Henrietty poszukując jakiegoś artefaktu, który podobno ma moc zabierania przedmiotów ze snów. Nie ma jednak pojęcia jak wygląda/czym jest to "coś", a ślady prowadzą do rodziny Lynch'ów...
Co jeszcze skrywa Ronan? Kim jest Szary Mężczyzna? Co się dzieje z Adamem? Kto jest prawdziwą miłością Blue? Gdzie jest Cabeswater? Czy Gansey odnajdzie Króla Kruków?

Miałam nie mały problem z tym tomem. Nie mogłam wciągną się w lekturę przez prawie pół książki i na pewno nie było to winą fabuły, bo ta od pierwszych stron intrygowała. Może to z powodu braku chęci do czytania, a może przez liczne błędy stylistyczne/gramatyczne pojawiające się co jakiś czas, które były albo celowym zamysłem autorki aby udziwnić jeszcze bardziej swoją historię, albo sporą ilością niedopatrzeń w tłumaczeniu. Wybijało mnie to z rytmu i przeszkadzało w śledzeniu wydarzeń. Było jednak warto przebrnąć przez początek, aby bardziej zachwycić się dalszą częścią <3.

"- [...] staram się zrozumieć, jak to możliwe, że choć byłem w tak wielu miejscach, tylko tu czuję się jak w domu. Tylko to jest moje miejsce. I staram się zrozumieć: skoro to jest moje miejsce, dlaczego...
- ...wywołuje taki ból - dokończyła Blue.
[...]
- Jeśli kiedyś zrozumiesz, powiesz mi? [...]"

Nie małym zaskoczeniem był dla mnie pomysł na moc pozwalającą na wyciąganie rzeczy ze snu. Nie spotkałam się do tej pory z czymś takim i jestem zachwycona. Poza tym coraz bardziej kocham motyw pradawnej magii i staroświeckich... metod (wróżbiarstwo, tarot, rytuały itp.), zresztą cały wątek rodziny Blue i jej członkowie są intrygujący ;). 

Co do bohaterów, to moje uczucia do nich po tym tomie prawie totalnie się zmieniły.
Polubiłam Ronan'a. Autorka wytłumaczyła o co z nim tak naprawdę chodzi, dlaczego jest taki, a nie inny i poświęciła na to prawie cały tom, za co jestem jej wdzięczna.
Adam stał się strasznie irytujący, a jego relacja z Blue jeszcze bardziej... na szczęście pod koniec pojawiła się mała iskierka nadziei.
Pokochałam Noah'a <3. Nie było go dużo, ale ta jedna jego scena z główną bohaterką... to najpiękniejsze, co przydarzyło się tej książce.
Gansey chyba najbardziej pozostał sobą. Dalej jest bogatym chłopakiem z wielkim marzeniem, jednak pokazał też trochę swoich innych twarzy. Na razie jednak za mało, by zdradzić coś więcej.
Natomiast jeśli chodzi o Blue, to pokazała na co ją stać. Jest twardą, inteligentną dziewczyną, która wie co należy zrobić i nie boi się ubrudzić rąk.

"- Odmienny nie znaczy zły, prawda? [...]"

W brew pozorom, raz na jakiś czas zdarzają się młodzieżówki, które są mroczniejsze, bardziej tajemnicze, przy których można odczuć nawet trochę dreszczyku grozy. Kruczy Cykl zdecydowanie zaliczają się do tego grona. Momentami bywa w nim chaotycznie, groźnie czy dramatycznie. Jednak nadal pozostaje młodzieżówką z paroma standardowymi schematami (bynajmniej do tej pory).

Zdecydowanie polecam. Ze Złodziejami Snów (można tak odmienić tytuł?) możecie się odprężyć, jednocześnie przeżywając intrygującą przygodę w genialnym świecie i w dobrym towarzystwie :D.

Pozdrawiam
Sisley

"- Miecz nie jest zabójcą, jest jedynie narzędziem w dłoni zabójcy."

piątek, 4 sierpnia 2017

Akuszer Bogów - Aneta Jadowska

Akuszer Bogów
Aneta Jadowska
Seria: Cykl o Nikicie - tom 2
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Liczba stron: 400
Recenzje: tom 1.

"[...] Norwegia to kraj prastarej magi na wyciągnięcie ręki. Tu starzy bogowi wciąż są czczeni, głodni uwielbiania i potężni."

Nikita chce poznać prawdę. Z tego powodu razem z Robinem wyrusza w podróż do Norwegii - źródła i początku. Nie będzie to jednak miła i spokojna wyprawa. Ktoś nasyła na dziewczynę płatnych zabójców. Poza tym bogowie zaczęli się nią interesować, choć nie kojarzy aby zalazła któremuś za skórę...
O co w tym wszystkim chodzi? Kim jest Akuszer Bogów? Kto czyha na życie Nikity? Kogo spotka na swojej drodze? Czy uda jej się "odnaleźć prawdę"?

Akuszer Bogów jest godną kontynuacją Dziewczyny z Dzielnicy Cudów. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że jest lepszy. Dostajemy w nim jeszcze więcej akcji, podróż po Skandynawii, informacje o przeszłości Nikity, trochę mitologii nordyckiej i całą masę nowych, ciekawych bohaterów. Czego chcieć więcej?

"[...] Mam alergię na emocje, czy są na to tabletki? Mogą być nawet zastrzyki."

Po raz kolejny Aneta Jadowska zaskoczyła mnie w bardzo pozytywny sposób. Bo czytając opis spodziewałam się czegoś innego niż dostałam. (I tak na dobrą sprawę to tak jakby spojleruje on drugą połowę książki.) Obawiałam się, że tym razem będę miała do czynienia z "pokonać przeszkody, dopaść bosa", a tu proszę: niespodzianka i nie małe zdziwienie, bo dostałam dobrze przemyślaną fabularnie powieść, w której akcja jest nam odpowiednio dawkowana.
Jak w pierwszym tomie, autorka od czasu do czasu podkręca adrenalinę, przyprawiając o szybsze bicie serca. Tu i tam sypią się humorystyczne teksty i przekomarzania, a czasem można poczuć takie przyjemne ciepełko i zadowolenie w środku ;).

W Akuszerze Bogów czytelnik nie jest aż tak bombardowany informacjami jak w poprzednim, jednak nadal jest ich sporo, w końcu mamy dowiedzieć się więcej o Nikicie. Świat przedstawiony jest niezmiennie ciekawy, bo tak jak wcześniej poznawaliśmy Warsa i Sawę, tak tym razem mogliśmy dowiedzieć się o Skandynawii i jej magicznej stronie oraz o... zaświatach, a także dziwnych, raczej niespotykanych, stworzeniach tam żyjących.

"Wszyscy zasługujemy na swoją porcję prawdy i odpowiedzi w miejsce niekończących się pytań."

Osobom, którym spodobała się Dziewczyna z Dzielnicy Cudów (zainteresowanym pierwszym tomem polecam zerknąć do jego recenzji), powinny bez zastanowienia sięgnąć po Akuszera Bogów. Jest zdecydowanie warty przeczytania ;).
Choć sama miałam problem z wciągnięciem się w historię (raczej było to spowodowane kończeniem szkoły i zajęciami z tym związanymi), to książkę pokochałam i zdecydowanie ją polecam <3.

Pozdrawiam
Sisley

PS Ilustracje Magdaleny Babińskiej są cudne *.* i je też kocham <3.

"- Jestem cała i zdrowa.
- Raczej nie na umyśle, młoda.
- Nie wymagaj zbyt wiele."

czwartek, 13 lipca 2017

Ocean na końcu drogi - Neil Gaiman

Ocean na końcu drogi
Neil Gaiman
Oryginalna nazwa: The Ocean at the End of the Lane
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 216

"Podejrzewam, że historia ma znaczenie tylko wtedy, gdy występujący w niej ludzie się zmieniają. Ale w czasie tych wszystkich wydarzeń miałem zaledwie siedem lat i pod ich koniec pozostałem tą samą osobą jak na początku, prawda? Podobnie wszyscy inni. Bo musieli. Ludzie się nie zmieniają.
Ale inne rzeczy się zmieniły."

Po latach nasz główny bohater złożył wizytę na farmie Hempstock'ów. Chciał odsapnąć od świata. Powspominać...
Czterdzieści lat temu, jego rodzice wynajęli jeden pokój staremu górnikowi, który popełnił samobójstwo w skradzionym (im) wcześniej samochodzie. Na końcu drogi. Tuż obok farmy Hempstock'ów, którą zamieszkiwały trzy kobiety - najmłodsza miała na imię Lettie, miała jedenaście lat i twierdziła, że nieduży kaczy staw jest oceanem.
Właśnie w tedy przebudziła się pradawna moc; zaczęła się walka dobra ze złem - przygoda pełna magii i dziwów, przypominająca baśń zaklętą w czasie...

Ocean na końcu drogi jest... specyficzny. Jednocześnie wydaje się być kierowany do dzieci, przez swoją baśniowość, historię i bardzo młodych bohaterów; jak również do dorosłych - kryje w sobie przesłania i mądrości życiowe, a także sceny, których dziecko (tak jak główny bohater) nie zrozumie (bynajmniej nie powinno). Doceniam tą powieść i uważam, że jest naprawdę dobra, ale nie trafiła do mnie. Nie wiem czy chodzi o mój gust, mój wiek, czy może o to, czego wymagało się od książki, ale coś nie do końca mi zagrało.

"[...] była dorosła. W tej chwili nie miało znaczenia, że pozostawała też ucieleśnieniem każdego potwora, czarownicy, każdego nocnego koszmaru. Była dorosła, a kiedy dorośli walczą z dziećmi, zawsze wygrywają."

Postacie był różne w odbiorze, niektóre polubiłam od pierwszej chwili, inne momentalnie znienawidziłam. Każda odznaczała się jakąś szczególną cechą, która miała ją definiować.
Podczas lektury trochę raziła mnie w oczy inteligencja naszego siedmioletniego bohatera (czy w tej książce pada kiedykolwiek jego imię? bo ja nie zauważyłam, przez co pisanie tego jest jeszcze trudniejsze -.-"), chyba że niektóre mądrości były myślami już dorosłego mężczyzny... w takim wypadku byłoby to na miejscu. Natomiast u Lettie było to wytłumaczalne, więc tak bardzo nie dziwiło.


Neil Gaiman ma bardzo specyficzny styl pisania, przez co czytając tą powieść, miałam wrażenie przygniecenia zarówno klimatem jak i fabułą. Trochę tak, jakby autor chciał wciągnąć nas w swoją książkę (dosłownie) i nas w niej utopić. Mimo wydarzeń jak z bajki dla dzieci, wszystko posiada jakieś drugie dno, niesie za sobą naukę, sprawiając tym samym, że lektura wydaje się ciężka. Myślę także, że nie wyłapałam wielu znaczeń ukrytych między wierszami, przez co nie do końca mi się spodobała.
Może po latach, gdy do niej wrócę, zrozumiem więcej i pokocham Ocean na końcu drogi?

"- Nic nigdy nie jest takie samo [...] Nieważne, sekundę czy sto lat później. Wszystko zawsze przelewa się, kipi, a ludzie zmieniają się tak samo jak oceany."

Nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać o tej książce. Nie potrafię nawet stwierdzić czy mi się podoba czy nie. Przeczytajcie sami i powiedzcie mi, co o niej sądzicie.

Pozdrawiam
Sisley

piątek, 7 lipca 2017

Diabolika - S. J. Kincaid

Diabolika
S. J. Kincaid
Seria: Diabolika - tom 1
Oryginalna nazwa: The Diabolic
Tłumaczenie: Anna Gralak
Wydawnictwo: Moondrive (Otwarte)
Liczba stron: 416
RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ DROBNE SPOJLERY!

"- Nie rozumiesz, Sydonio? [...] Nie jestem twoją przyjaciółką. Przyjaciele są sobie równi. My nie. Nie jestem jednym z tych tygrysów zaprojektowanych genetycznie, żeby były milutkie i odsłaniały przed tobą brzuszek. Nie jestem tu po to, żeby dotrzymywać ci towarzystwa. Jestem morderczynią, mam dla ciebie zabijać, a w razie potrzeby umrzeć dla ciebie. Jestem twoim narzędziem, twoją bronią. Twoją własnością."

Nemezis jest Diaboliką - genetycznie zmodyfikowaną istotą, niezwykle silną i bezlitosną. Została specjalnie wychodowana dla córki senatora Impiriana - Sydonii. Ma za zadanie kochać ją (i tylko ją) bezgranicznie, działać na jej korzyść, a przede wszystkim chronić.

W ostatnim czasie głowa rodu Impirianów popadła u cesarza w niełaskę przez głoszenie heretycznych poglądów i potajemne rozpowszechnianie nauki. Z tego powodu cesarz wezwał na swój dwór jego spadkobierczynię - Sydonię. Nemezis i matka dziewczyny w obawie, że władca chce ukarać młodą Impiriankę zamiast jej ojca, postanawiają, że w rolę Doni wcieli się jej Diabolika i w razie potrzeby odda życie zamiast swojej pani. Jednak to nie będzie takie proste. Na pierwszy rzut oka widać, że Nemezis nie jest człowiekiem, i nie chodzi tu tylko o wygląd. Poza tym, jakiś czas temu, cesarz kazał pozbyć się wszystkich Diabolik, więc wykrycie podstępu może sprowadzić na Impirianów całkowitą zagładę.
Jaki los czeka rodzinę senatora? Co będzie miało miejsce na dworze cesarza? Czy ktokolwiek jest w stanie przeciwstawić się jego rozkazom? Czy Diaboliki mają w sobie choć odrobinę człowieczeństwa?

"- Obserwowałaś kiedyś tygrysa? [...] Prawdziwe tygrysy to same mięśnie i ścięgna, mają szczęki tak mocne, że mogłyby przegryźć najsilniejszego z ludzi. A jednak gdy widzisz, jak się skradają, jak polują, sama ich siła sprawia, że mają więcej gracji niż najpiękniejsza spośród najdelikatniejszych stworzeń. Właśnie taka jest  Nemezis."

Diabolika nie jest zupełnie innowacyjną powieścią (fabularnie), niektóre młodzieżówkowe schematy się powtarzają, jednak... S. J. Kincaid stworzyła coś niesamowitego. Historia Nemezis pochłania i nie pozwala się oderwać. Z całego serducha dopinguje się główną bohaterkę, nawet kiedy popełnia naprawdę głupie błędy. Postacie, intrygi, walka o władzę, wszystko to sprawia, że książkę czyta się z zapartym tchem.
Świat przedstawiony przez autorkę jest chyba najlepszą rzeczą jaka mogła przydarzyć się tej powieści. Przyszłość, ludzie żyjący w kosmosie na wszelakiego rodzaju statkach i planetach, podział klasowy, prawa rządzące we wszechświecie, zwyczaje, tradycje, wiara. Razem daje to coś co chciałoby się oglądać na własne oczy, bo same opisy to za mało by zrozumieć ogrom i znaczenie tego wszystkiego.

"[...] ogrom kosmosu wykracza poza granice ludzkiego pojmowania [...]"

Autorka bardzo dobrze wykreowała bohaterów. Nie mają tylko jednej twarzy, zmieniają ją w zależności od sytuacji, działając na swoją korzyść. Nikt nie jest tylko zły lub tylko dobry. Każdy ma zarówno wady i zalety. Są ludzcy - realni.
Jedyny minusik jaki jestem w stanie wytknąć tej powieści to momenty, w których miałam lekkie wrażenie, że pani Kincaid nagle sobie przypominała o tym, kim jest narratorka i jakim potworem/maszyną do zabijania powinna być, przez co po raz kolejny pisała o tym, że Nemezis nie powinna nic czuć, bo nie jest człowiekiem. Choć, może trochę przesadzam, w końcu był to jeden z najważniejszych wątków w książce i nie przeszkadzało mi to jakoś specjalnie... po prostu zwróciło moją uwagę.

Mocno odczuwalne i dobrze przedstawione były emocje, uczucia i więzi między postaciami. Poruszały serce, doprowadzały do łez, albo podnosiły ciśnienie. To co było między Sydonią i Nemezis czy innymi bohaterami, było świetnie wyważone i rozpisane, przez co zachowania postaci nie sprawiały wrażenie sztucznych i wymuszonych.

"[...] Nigdy dotąd nie przyszło mi do głowy, że w oddaniu może być coś głęboko egoistycznego. [...]"

Poza tym wszystkim, o czym wspomniałam wcześniej, w Diabolice można też znaleźć przemyślenia egzystencjalne - czy sztuczne istoty mają duszę? prawdziwe uczucia? człowieczeństwo?. Oraz inne, np. dotyczące władzy i jej sprawowania lub ludzkości dążącej do autodestrukcji, co jeszcze bardziej wyróżnia powieść S. J. Kincaid na tle innych młodzieżówek.

Diabolikę naprawdę warto przeczytać. Zwroty akcji przyprawią was o zawrót głowy, a bohaterowie i ich poczynania o szybsze bicie serca (ale Tyrus jest mój!, nie oddam, nie liczcie na to!). 
Już nie mogę się doczekać, kolejnego tomu (niedawno ukazała się okładka The Empress, widzieliście?! boska *.* tak samo jak pierwsza), mimo tego, że po skończeniu byłam mocno zdziwiona, że powstanie kolejny część. Autorce udało się zamknąć wszystkie najważniejsze wątki, dlatego w razie czego, można traktować tą książkę jako jednotomówkę. (Chociaż nie wiem jakim cudem, ta powieść mogłaby się komuś nie spodobać... Naprawdę nie wiem!) 
Polecam serdecznie :D.
Pozdrawiam
Sisley

"- Cesarz chce, żebym posłała swoje niewinne jagniątko na rzeź. Niedoczekanie. Zamiast tego przyśle mu swoją anakondę."

PS Specjalne pozdrowienia dla ZuzyKulturalnej szafy ;).

czwartek, 29 czerwca 2017

Wieża Milczenia - Remigiusz Mróz

Wieża Milczenia
Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Damidos
Liczba stron: 368

"- Uważam się za mały trybik w maszynie, która napędza świat. To, jaka rola została dla mnie przewidziana, nie zależy ode mnie. Nieważne, za kogo się uważam, ważnie, kim jestem."


Młoda kobieta ginie w nocy po drodze do domu. Jej ciało zostaje odnalezione następnego dnia na moście, parę metrów od miejsca w którym została dźgnięta. Zabójca nie zostawił jednak po sobie żadnych śladów. Sprawę przejmuje detektyw Evelyn Thomsen, która w pierwszej kolejności udaje się do miejsca zamieszkania ofiary. Tam poznaje Scotta Winton'a, chłopaka martwej kobiety. Jest byłym wykładowcą Yale i niezwykle inteligentną osobą. Choć z początku niespecjalnie współpracuje i sam chce odnaleźć zabójcę Heathy, to z czasem zaczyn ingerować w śledztwo policji. Zwłaszcza gdy zaczynają się pojawiać kolejne ofiary seryjnego mordercy.
Czu uda się im trafić na jakiś trop? Dokąd ich to zaprowadzi? Z kim lub czym przyjdzie im się zmierzyć? Kto zabija i przede wszystkim dlaczego?

Gdy czytałam tą książkę byłam w szoku, że autorem jest Polak, bo z Wieży Milczenia bije amerykański klimat filmów akcji. Fabuła jest złożona i nasączona sarkazmem, a bohaterowie są intrygujący, przez co jestem jeszcze bardziej zdziwiona, że to debiut i to tak mało popularny. Remigiusz Mróz odwalił kawał dobrej roboty, który jest zdecydowanie warty przeczytania.

"[...] Trudno zresztą uznać, że Scott był przyjaźnie nastawiony do kogokolwiek, przynajmniej na początku. Punktem wyjściowym w jakiejkolwiek relacji była opinia negatywna, która w uzasadnionych przypadkach zmieniała się z czasem na lepsze. Nikt w każdym razie nie mógł liczyć na kredyt dobrej woli z jego strony."

Scotta polubiłam od pierwszych stron - jest bardzo inteligentny (trochę aż za bardzo) i sarkastyczny. Można powiedzieć, że przypomina Sherlock'a i, chyba właśnie dlatego, tak bardzo go uwielbiam. Evelyn natomiast można porównać do Chyłki, choć biorąc pod uwagę, co szybciej ujrzało światło dzienne, raczej Joannę do pani detektyw. Obie są silnymi kobietami, stąpającymi twardo po ziemi i kochającymi swoje samochody. Winton i Thomsen stanowią razem świetny duet, o którym chce się czytać i im kibicować. (Panie Remigiuszu, mogę liczyć na kolejny tom?)

Z początku akcja nie pędzi, jednak im dalej tym wszystko dzieje się coraz szybciej, a napięcie narasta aż do kulminacyjnego momentu. Momentami miałam wrażenie, że się gdzieś po drodze zgubiłam (czasem dużo rzeczy działo się w jednaj chwili), albo narrator widzi tyle naraz, że nie nadąża tego opisywać. Pojedyncze wydarzenia był do przewidzenia, jednak większość zwrotów akcji, rozwiązań wprawiała mnie w niemałe zaskoczenie. Wszystkie wątki są świetnie splecione, sensownie rozpisane i ciekawie zakończone. Zagadka intryguje, a czytelnik może próbować samemu wyciągnąć jakieś wnioski i znaleźć rozwiązanie, nawet jeśli zabójcę poznajemy już na początku książki.

Wieża Milczenia jest przeznaczona przede wszystkim dla miłośników kryminałów i amerykańskiego kina akcji, jednak może się spodobać każdemu. (Moja mama raczej woli czytać romansidła, ale ostatnio wręcz pochłania prozę Remigiusza Mroza.)
Jedyne co mi pozostaje to pogratulować autorowi tak dobrego debiutu.
I polecić jego książkę ;).

Pozdrawiam
Sisley

"- Panie, co pan tak leżysz? Żyjesz pan? [...]
- O ile parszywą egzystencję zaliczamy do kategorii życie [...]"