piątek, 9 października 2015

W objęciach chłodu - John Marsden


Tytuł: W objęciach chłodu
Tytuł oryginalny: A killing frost
Seria itp.: Jutro III
Autor: John Marsden
Tłumacz: Anna Gralak
Wydawnictwo: Znak Literanova
Stron: 256

,, Teraz marzymy już tylko o tym, żeby przetrwać."


Ellie i jej przyjaciele nie wystawiali nosa z Piekła przez bardzo długi czas. Już nawet zaczęli mieć problemy psychiczne. Nic dziwnego, skoro nieustannie nad głowami latają helikoptery. Maszyny z czasem zaczęły się przerzedzać, aż w końcu całkowicie umilkł odgłos śmigieł. Sprawiło to, że w końcu grupka postanowiła wrócić do miasta by sprawdzić sytuacje. Ale wiadomo zrobisz jeden krok na przód, druga noga jakoś sama zrobi następny i ani się obejrzysz, już idziesz. To dotyczy całej tej szajki, a wyjście z Piekła to był maleńki, pierwszy krok, który popchnął ich do najbardziej niebezpiecznej akcji na jaką się odważyli i która może być w konsekwencjach fatalna

,, Nie było nic, co mogłoby nam podpowiedzieć, co się dzieje
 - nic oprócz ciszy w naszym grobie."

Nie mam pojęcia czemu akurat w środku wakacji, sięgnęłam po coś tak smutnego i dobijającego...
Bohaterzy z którymi mamy teraz do czynienia nie są już tymi samymi ludźmi,co przyjechali się odprężyć w kotlinie zwanej Piekłem. To co widzieli i czego doświadczyli zostawiło blizny w ich sercu już na zawsze. Denerwowało mnie troszeczkę jak Ellie na siłę starała się grać kogoś odważniejszego niż faktycznie jest. To co działo się w tej książce podporządkowałabym schematowi: planowanie, przygotowywanie, wykonanie, skutki. Mniej więcej tak jak w poprzednich tomach. Jednak to co pan Marsden zrobił na koniec, całkowicie  mną wstrząsnęło i nie wiem  co myśleć. Tak nie miało się stać, i już. Myślę, że niektórzy się ze mną zgodzą choć nie wszyscy ( oczywiście piszę o osobach które to przeczytały ).

,, Wiedzieliśmy, że będzie nudno, 
ale lepsza nuda niż śmierć."

Humor też się tu znalazł... aczkolwiek czarny. Ja za nim nie przepadam jakoś specjalnie. Zabrakło mi dialogów, chociażby typu '' jak się czujesz", znamy zdanie tylko głównej bohaterki i tylko jej spostrzeżenia. Nie rozmawiają ze sobą jak wcześniej o tym co czują, albo chociaż o dawnych czasach. Teraz jedynym tematem ich rozmów to wojna i co mogą jeszcze zrobić. Wydanie nie różni się jakoś specjalnie od poprzednich więc chyba nie ma sensu żebym wam je opisywała.

,, Czasami myślę, że wolałabym się bać niż nudzić.
Kiedy się boisz, przynajmniej wiesz, że żyjesz."

Podsumowując ta część jak i poprzednie są dobre dla fanów wojennych książek, filmów itp. jako iż jest to moja pierwsza seria w tych klimatach nie potrafię stwierdzić czy jest ona raczej jedną z gorszych czy może lepszych z tego gatunku. Jest to książka młodzieżowa, z końcem jakiego nie potrafię wybaczyć autorowi.



Ocena: 6/10

By Crystall

DO NASTĘPNEGO ;)

piątek, 2 października 2015

Księga Portali - Laura Gallego

Księga Portali
Laura Gallego
Oryginalna nazwa: El libro de los portales
Tłumaczenie: Karolina Jaszecka
Wydawnictwo: Dreams
Liczba stron: 570

"-[...] tego, co się zdarzyło nie da się już zmienić. [...]"


W państwie Daruzji, istnieje Akademia Portali. Tylko Mistrzowie (potrafią i) mogą tworzyć portale. Tabit, student ostatniego roku otrzymał zlecenie namalowania jednego dla biednego wieśniaka. W tym samym czasie w kopalniach odnaleziono niebieski minerał odpowiadający czerwonemu, który od zawsze był używany do tworzenia portali, jednak teraz jest na wyczerpaniu. Wszystko co się później dzieje - wiąże się ze sobą, a Tabita wprowadza w nie lada kłopoty i intrygi związane z istnieniem Akademii.

Z początku Księga Portali w ogóle nie przypadła mi do gustu. Niemiłosiernie się ciągnęła, przez co nie miałam ochoty jej czytać. Jednak z rozdziału na rozdział zaczęło się poprawiać. Poza wydarzeniami dotyczącymi istnienia Akademii, bodarytu i portali, został wpleciony lekki i miły wątek miłosny, który dodaje uroku i delikatności do tej troszkę zagmatwanej historii.

"-[...] Wierz mi, potrafię wywinąć się rekinom. Jedną z zalet bycia małą rybą jest też to, że rekiny nie spodziewają się, że im się odgryziesz."


Tabit wydawał mi się nudnym, prosto ułożonym, inteligentnym chłopakiem, okazało się jednak, że jego przeszłość nie jest taka idealna jak wszyscy myślą. Nie widział świata poza zasadami, które panują w Akademii (chodzi mi o to, że było mu trudno uwierzyć w coś co, jeśli brać pod uwagę "ich magię" mogło się naprawdę wydarzyć), zawsze szukał logicznych wytłumaczeń i nie potrafił "rozbujać" wyobraźni. Mimo to można powiedzieć, że był naprawdę odważny, uczynny i przede wszystkim to, że miał talent i wiedzę.
Zaczynając Księgę Portali byłam nastawiona na nią pozytywnie, chociaż nie do końca. Słyszałam o niej dobre rzeczy, ale nie przekonywały mnie imiona i sam początek. Natomiast wykonanie książki, w sensie: twarda okładka, wklejka (chyba tak to się nazywa) oraz to że mimo tylu stron była taka lekka, sprawiło mi przyjemność w trakcie czytania. Niestety w środku gdzieniegdzie brakowało myślników, czasami kropki.

"- Mówię, że być może to nam się tylko wydawało. Przecież to możliwe, prawda?
- Możliwe są też miliardy innych rzeczy - zaskoczył ich nagle ochrypły głos. - Ale nie wziąłeś ich pod uwagę, ponieważ logika prowadzi cię tylko do jednego wniosku i odrzuca pozostałe.
[...]
- Natomiast wyobraźnia nie zna granic - mówił dalej nieznajomy. [...]"


Uważam, że ten tytuł idealnie nadaje się na jesienne dni. Emanuje od niego przyjemna atmosfera. W miarę lekko się czyta, a umilenie czasu jest gwarantowane. Mimo paru nudnawych momentów, Księga Portali jest wypełniona akcją, nie szybką, nie wolną... tylko taką w sam raz. Warto przeczytać, chociażby po to, by nauczyć się tworzyć portale, poznać Mistrza Balbana oraz naszych studentów.

7+/10
Sisley

piątek, 25 września 2015

Harry Potter i Zakon Feniksa - J. K. Rowling

Harry Potter i Zakon Feniksa
J. K. Rowling
Seria: Harry Potter - tom 5
Oryginalna nazwa: Harry Potter and the Order of the Phoenix
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski
Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 958

"-[...] Głupcy, którzy mają serce na wierzchu, którzy nie panują nad swoimi emocjami, którzy nurzają się w smutnych wspomnieniach i pozwalają łatwo się sprowokować... innymi słowy ludzie słabi... nie mają żadnych szans przeciwko jego mocy! [...]"


Nudne wakacje w domu Dursleyów ciągnęły się niemiłosiernie. Jednak pewnego wieczoru Harry i jego kuzyn zostali zaatakowani przez Dementorów. Z tego powodu został zmuszony użyć zaklęcia Patronusa do obrony. Za to prawdopodobnie zostanie usunięty z Hogwartu. Na szczęście, na pomoc przybyli mu członkowie Zakonu Feniksa.

Tom piąty jest inny niż poprzednie. Myślę, że powodują to emocje w nim zawarte. W porównaniu do poprzednich tomów czuć było od niego "negatywną energię". Chodzi mi o uczucia towarzyszące wszystkim wydarzeniom i tym, że nasza trójka przyjaciół zmienia się, ich charaktery, zachowanie. Dodatkowo powrócił Ten-Którego-Imienia-Niewolno-Wymawiać, przez co wszyscy są zestresowani (również nową nauczycielką...) i się boją.

W Zakonie Feniksa wyjątkowo denerwował mnie Harry. Bez przerwy naskakiwał na Rona i Hermione, chociaż oni tak właściwie nic nie zrobili. Miał do wszystkich pretensje i zachowywał się jak stara zrzęda. Rozumiem, że dużo przeszedł, plotkowali o nim itp., no ale wcześniej jakoś to znosił i nic sobie z tego nie robił, a teraz? Czasami był nie do wytrzymania. Dodatkowo coś się dzieje miedzy naszą wspaniałą trójką. Nie jest to bardzo widoczne, ale ten kto się wysili, na pewno zauważy pewne rzeczy.

"- Jedna osoba nie może czuć tego wszystkiego naraz, bo by eksplodowała.
- To, że twoja wrażliwość uczuciowa mieści się w łyżeczce od herbaty, nie świadczy o tym, że wszyscy są tak upośledzeni [...]."

Ze wszystkich części filmowych, to piąta była dla mnie najgorsza. Nie rozumiałam o co w niej właściwie chodziło, książka na szczęście wszystko wyjaśnia. Kiedy się czyta wielkość/grubość tego tomiszcza przytłacza (dosłownie), ale to co zawiera jest warte tego ciężaru.
Co można powiedzieć o Harrym Potterze? Jedynie to, że ta seria naprawdę zasługuje na uznanie (które posiada). Nic w tej serii nie jest przypadkowe, jest idealnie przemyślane, do najdrobniejszego szczegółu. Mimo tych dziwnych zachowań, które mnie irytowały (i które są normalnym stanem rzeczy, mając 15 lat), powrót do Hogwartu uważam za udany ;). Już nie mogę się doczekać następnych dwóch tomów.


9/10
Wasza
Sisley ;3

piątek, 18 września 2015

Partials. Częściowcy - Dan Wells

Partials. Częściowcy
Dan Wells
Seria: Partials - tom 1
Oryginalna nazwa: Partials
Tłumaczenie: Paweł Ziemkiewicz
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 416

"Jestem silniejsza, niż próby, którym mnie poddają."


99.9% ludzkości została wybita przez wirus RM. Dzieci umierają w przeciągu 3 dni po urodzeniu. Najmłodsza osoba na Ziemi ma 14 lat. Tylko Częściowcy są odporni na RM. Są bronią, która po wygraniu wojny zbuntowała się... Kira - 16-letnia medyczka, postanowiła zrobić wszystko, by zbadać jednego z nich. Uważa bowiem, że lekarstwa powinno szukać się u źródła...

Partials szczerze mnie zaskoczyło. Myślałam, że będzie to książka typu Niezgodna lub Igrzyska Śmierci, a okazała się czymś nowym. Dystopia, która nie skupia się na typowej walce z przywódcami itp., tylko na znalezieniu leku na RM, badaniach, nauce. Czuję jednak niedosyt, brakuje mi czegoś w tej pozycji... Może romansu, który zazwyczaj jest w takich książkach. Tutaj natomiast mamy coś w rodzaju tej normalnej, nieprzesłodzonej miłości, której i tak praktycznie nie ma, a bynajmniej nie odczuwa się jej. Może mi również brakować naprawdę żwawej akcji, ponieważ czytając towarzyszyła mi monotonia i przemyślenia które trudno było zrozumieć (chodzi mi o te badania dotyczące RM, chociaż i tak były one uproszczone do maksimum).

"- Jestem nikim, z kim moglibyście mieć kłopoty [...] I nikim, kto mógłby mieć problem z wami."


Kira jest bohaterką inteligentną, szybko łączy fakty i myślę, że zasługuje na miano medyka. Jest dość żywiołowa, przez co nie każdy jej plan jest dobrze przemyślany, co niesie za sobą różne skutki. Inni bohaterowie, nieważne czy chwilowi czy obecni przez całą książkę byli dość płascy i ... nieistotni? Nie zwracało się na nich zbyt dużej uwagi... Chyba, że na Częściowca (taki fajny ♥, jakby).
Zaciekawiła mnie wizja przyszłości, która została przedstawiona w tej pozycji. Koniec świata, mogłabym powiedzieć. To jak przyszło im żyć, co musieli znosić i zwłaszcza to, dlaczego pozostało ich tak mało, jest bardzo trudne do wyobrażenia.

"- Każde życie ma inny cel - wyjaśniła Nandita - i niektórzy odnajdują swój łatwiej niż inni. Najważniejsze [...] jest to, że niezależnie od owego celu, nie stanowi on jedynego wyboru."

Faktem jest, że Częściowcy są dobrze dopracowani, nic nie zdarzyło się "przez przypadek". Mimo tej lekko odczuwalnej monotonii, było parę momentów, które naprawdę mnie zaskoczyły, dla których myślę, że warto przeczytać tą powieść.
Jedna z miliarda perspektyw przyszłości, która skrywana jest na stronicach tej książki naprawdę wstrząsa. Ustawa Nadziei, rozłamy w ludziach, bunty, to wszystko sprowadza się do końca ludzkości, którą Kira chce uratować, nawet za cenę własnego życia. Uważam, że warto sprawdzić tą pozycję i samemu ją ocenić. Polecam ;).

"- Nie możesz być w połowie bohaterem [...]."

8/10
Pozdrawiam
Sisley

piątek, 11 września 2015

Mara Dyer. Tajemnica - Michelle Hodkin

Mara Dyer. Tajemnica
Michelle Hodkin
Seria: Mara Dyer - tom 1
Oryginalna nazwa: The Unbecoming of Mara Dyer
Tłumaczenie: Małgorzata Fabianowska
Wydawnictwo: YA!
Liczba stron: 412

"- Myślę, że niewiedza jest gorsza - powiedziałam. - Wolałabym pamiętać."


Zdarzył się wypadek, w którym zginęli przyjaciele Mary. Ona natomiast obudziła się tylko lekko poturbowana w szpitalu. Nie pamięta co się stało w dniu wypadku... ale przez to co się wydarzyło, wszędzie widzi swoich już nieżyjących przyjaciół. Dodatkowo zdarzają jej się inne halucynację, coraz trudniej odróżnić co jest prawdą, a co tylko omamem. Mara wraz z rodziną przeprowadzają się, by zmienić otoczenie, tylko czy to cokolwiek pomorze? Co się właściwie stało w tą feralną noc?

To co ta książka ze mną zrobiła to coś niesamowitego. Wstrząsa, miesza w głowie, szokuje i nic nie można z tym zrobić. Czytając ją nie czuje się przytłaczającego klimatu, tak jak to było w przypadku Wywiadu z Wampirem, wydaje się być lekka i umilająca czas, ale to nic bardziej mylnego. To że autorka tak "delikatnie" napisała tą powieść, idealnie współgra ze wstrząsającymi wydarzeniami. Czytając Tajemnice traci się świadomość co jest prawdą, a co tylko wytworem wyobraźni, ponieważ narratorem jest Mara, widzimy wszystko jej oczami... Przez co sami możemy poczuć się jak wariaci, którym wszystko się miesza.

"- Musisz być artystą albo szaleńcem, istotą o nieskończonej melancholii, aby wypatrzyć od razu małego demona pośród pełnowartościowych dzieci - powiedział. [...] - Sama pozostaje dla nich nierozpoznawalna i nieświadoma swojej fantastycznej władzy."

Moje myśli błądzą wokół zdania "Co by było gdyby...?" ...Mara miała inny charakter? Trudno mi określić naszą główną bohaterkę. Wydaje się naiwna, w gorącej wodzie kompana i strachliwa, ale chwile później potrafi być odpowiedzialna i odważna, a jeszcze w innym momencie wariatką ze zwidami, która nic nie wie, nic nie potrafi. Gdyby była trochę bardziej stała w uczuciach, emocjach itp. może stałoby się co innego, sprawy miałyby się lepiej...
Gdyby Noah był trochę bardziej prawdziwy,a nie taki idealny, może nie byłoby zauroczenia, czy też miłości (ale to raczej za duże słowo). Może nie zwróciliby na siebie uwagi, a może tak, ale z innego powodu...
To wszystko mogło się po prostu skończyć inaczej. Nie chodzi mi o to, że zakończenie było złe, bo było niesamowite i do ostatniego zdania trzymało w napięciu, ale o to że współczuje Marze, tego co się dzieje. Tego co ona ma "w głowie", tego co odczuwa, co widzi... To wszystko może naprawdę złamać psychikę (czytelnikowi też!).

"- Jest coś czego się obawiasz? - zapytałam.
[...]
- Boję się fałszu. [...] Boję się, że mógłbym być nieprawdziwy. Pusty. [...]"

Tajemnica jest (dla mnie) fantastyką z dreszczykiem, trochę thrillerem, dla innych może być horrorem lub romansem... Myślę, że każdy znalazłby w niej coś dla siebie, jednak nie jest to książka dla wszystkich. Czytałam ją pod wieczór, a potem nie mogłam zasnąć, nie dlatego że się bałam, tylko dlatego że ta pozycja dosłownie "ryje banie". Nie mogłam przestać myśleć: co będzie dalej? o co właściwie chodziło? W mojej głowie rozbijało się tyle pytań, a brak odpowiedzi uniemożliwia sen, dlatego już nie mogę się doczekać aż przeczytam kolejny tom.
Warto sięgnąć, tylko zanim się zabierzecie za Marę Dyer radzę się zastanowić, czy można to zrobić teraz, bo jeśli zaczniecie trudno jest przerwać, odstawić to na potem...

"- Nie mam żadnych pragnień. Mogę zrobić wszystko. Wszystko jest mi obojętne. Jakkolwiek na to patrzeć, jestem hochsztaplerem. Aktorem odgrywającym własne życie."

9/10
Pozdrawiam
Sisley ;3

piątek, 4 września 2015

Przywrócona - Amanda Hocking

Tytuł: Przywrócona
Tytuł oryginalny: Ascend
Seria itp.: Trylle III
Autor: Amanda Hocking
Tłumacz: Ewa Spirydowicz
Wydawnictwo: Amber
Stron: 304


,, Nie mogłam pozbyć się wrażenia,
że dobijam targu z szatanem."

Wendy bierze wszystko w swoje ręce. Tylko ona może sprawić, że trylle przetrwają. Najgorsze jest to że nikt nie bierze ją na poważnie. Niektórzy z chęcią by ją oddali tylko po to by uratować swoje tyłki. Vittra nie spocznie póki osiągnie władzy absolutnej. W powietrzu czuć zbliżającą się wojnę. Jest już prawie namacalna, gdyż przeciwnicy atakują wszystkich poza Förening. Wielkimi krokami zbliża się katastrofa i to teraz kiedy trole są tak samolubne, że nie mają zamiaru ryzykować życiem. Dobra wieść jest taka, że dziewczyna i jej prawdziwa matka wreszcie znajdują wspólny język, niestety trochę za późno by naprawić przeszłość.

,,- Musisz odpocząć, Wendy. Zamęczysz się.
- Nic mi nie jest. [...] Odpocznę po śmierci."

Wendy już nie jest tą samą postacią co w ,,Zamienionej", zmieniła się na lepsze. Tego co na początku się wypierała, teraz nie pozwoli sobie odebrać. Przez coraz to liczniejsze obowiązki nie ma czasu dla facetów, więc Finn spadł na boczny tor. Podobało mi się, że ona jednak zbierała informacje do późna w nocy, by znaleźć wskazówkę jak pokonać wrogie plemię, a nie że plan zleciał z jasnego nieba, jak to czasem bywa. Absurdem dla mnie jest sposób działania hierarchii. Polegający na tym, że trylle mające moc są najwyżej i są chronieni przez tych co nie mają mocy i są na samym dnie tego układu. Żeby tego było mało to nawet ci którzy mają moc uzdrawiania nie ubrudzą sobie rączek by uleczyć, ciężko rannych ochroniarzy. Jednak nie potrzebnie się oburzam, bo Wendy obrała sobie za priorytet, by po tym wszystkim zmienić ten stan rzeczy.

,,- [...] Dla ciebie pójdę do piekła i z powrotem,
i to nawet wiedząc,
jak bardzo mnie w tej chwili nienawidzisz."

Jest to genialne zakończenie trylogii, zamyka wszystkie sprawy i zostawia słodki niedosyt. Tępo akcji sprawiało że nie miało się zamiaru odkładać książki nawet jeśli to była pierwsza w nocy (poważnie ja tak miałam). Może się wam to wydawać dziwne, ale w chwili kiedy zaczęła się decydująca akcja, zastanawiałam się w co ubrana jest główna bohaterka, w suknię, czy może w dżinsy? Wiem że to brzmi tak jak bym nie miała się do czego przyczepić, ale naprawdę, kiedy było coś ważnego za każdym razem autorka szczegółowo opisywała strój dziewczyny. A w tamtym momencie cisza. Same finiszowe wydarzenia były genialne, a epilog sprawia, że chce się więcej. Nie powiem, żeby rozstrzygnięcie miłosnego trójkąciku mi się podobało, ale jednak po głębszym przemyśleniu może być.

,, Poczułam,
jak cenny jest ten krótki czas,
jaki nam pozostał."

Podsumowując cała seria jest lekkim piórem pisana. Przez wszystkie części utrzymuje się intrygujący klimat, a akcja szczególnie w ostatnim tomie wciąga. Humor również jest, czasami nawet czarny. Jednak czuję że 10 rezerwuję dla książki która zwali mnie z nóg. Polecam do przeczytania szczególnie w ten wakacyjny czas.

Ocena: 8/10

DO NASTĘPNEGO :)

By Crystall


PS. A wy jak co sądzicie o moim dziwnym spostrzeżeniu? Myślicie, że powinnam sobie odpuścić takie szczegóły? Podobała wam się ta seria? Macie ją w planach? Napiszcie w komentarzu poniżej! ;)

piątek, 28 sierpnia 2015

Wywiad z Wampirem - Anne Rice

Wywiad z Wampirem
Anne Rice
Seria: Kroniki wampirów - tom 1
Oryginalna nazwa: Interview with the Vampire
Tłumaczenie: Tomasz Olszewski
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy REBIS
Liczba stron: 400

"-Jak trudno opisać rzeczy, których tak naprawdę nie da się opisać [...]"

Louis de Pointe du Lac - arystokratyczny wampir z Luizjany, postanowił opowiedzieć swoją historię życia, pewnemu dziennikarzowi. Rozpoczyna swoją opowieść od momentu tragedii, która odebrała mu chęć życia. Po tych wydarzeniach wkracza Lestat - wampir, jego stwórca. Później w ich życiu pojawia się Claudia...
Historia pełna nienawiści, krwi, śmierci, żalu i trudnej miłości.

Jak trudno powiedzieć coś sensownego o tej książce. Bardzo mi się spodobała, mimo tego że ciężko się ją czytało. Klimat jest bardzo przytłaczający, może dlatego tą książkę kwalifikują do grozy. Nie jest ona straszna (dla mnie, innych mogłaby jednak przerazić), ale atmosfera panująca przez całą powieść ciąży, sprawiając że czasami dostaje się gęsiej skórki. Dodatkowo egzemplarz, który czytałam pachniał jakby był spryskany perfumami, słodkim prawie mdlącym zapachem, którym (moim zdaniem) mogłyby pachnieć wampiry.

"-To co można sobie wyobrazić, można też rzeczywiście zrobić [...]"

Pani Rice zasługuje na medal. Wampiry w jej powieści nie błyszczą się w słońcu, codziennie muszą pić krew i śpią w trumnach. Budzą w ludziach strach, co uwielbiam. Wiem że ta książka powstała przed Zmierzchem, Pamiętnikami Wampirów, Wieczna Noc, czy czymkolwiek innym związanym z wampirami (co wpadło w moje łapy), dzięki czemu ma w sobie oblicze grozy, którego powinno się szukać w takiego typu  pozycjach i nie należy jej porównywać z tym co obecnie panuje na rynku.
Louis jest bohaterem, którego trudno zrozumieć. Jego charakter, poglądy, zachowanie zmienia się wraz z przewracaniem stronic. Prawie cała książka jest przez niego opowiadana, dzięki czemu możemy się wczuć w sytuację dziennikarza. Odczuć presje i strach, który wywiera obecność wampira. Lestat jest bohaterem którego z początku pokochałam, ale potem coś się zmieniło, coś się wydarzyło... Claudia natomiast jest przebiegłą, małą, dziwną kobietą (można powiedzieć), której postać wstrząsa książką.


"Było tak, jakby noc mówiła do mnie: "Ty jesteś nocą i tylko noc potrafi ciebie zrozumieć i zamknąć w swoich ramionach". Być jednością z cieniem, bez zmór."

Nutka grozy, trochę romansu, wiele przemyśleń i niesamowite postacie - idealne połączenie, które mnie uwiodło.
Nie wiem co jeszcze mogę dodać, może to byście sięgnęli po tą pozycję. Oczywiście, o ile lubicie ciężkie klimaty i zabójcze wampiry ;). Chciałabym się zabrać za kolejne tomy, ale co zrobić gdy nie mam dostępu?
Przeczytajcie, warto <3.

"-Ogień oczyszcza...-powiedziała Claudia, a ja odrzekłem:
-Nie, ogień zaledwie niszczy..."

9/10
Pozdrawiam
Sisley

sobota, 22 sierpnia 2015

Itch - Simon Mayo

ITCH Niezwykłe przygody poszukiwacza pierwiastków
Simon Mayo
Seria: Itch - tom 1
Tytuł oryginalny: ITCH
Tłumaczenie: Patryk Gołębiowski
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 408



Itchingham Lofte jest kolekcjonerem pierwiastków. Zdarza się, że w jego pokoju dziwnie pachnie albo coś wybucha. Jednak tym razem nawet fundamenty jego domu zadrżały. Z tego powodu matka każe przenieść mu swoją kolekcję do szopy, co nie ma najlepszego skutku... Parę dni później Itch dostaje w swoje ręce dziwne skały, które sprowadzają na niego kolejne nieszczęście...

Mam straszny problem z tą książką. Totalnie nie wiem co o niej sądzić. Przez pierwsze 100 stron myślałam nad rzuceniem jej (dosłownie jak i w przenośni), nie wiem czemu tego nie zrobiłam, ale to chyba dobrze. Okazało się, że książka nie jest aż tak zła, by mieszać ją z błotem.

Książka zaczęła się w dziwny sposób, nie to że była nudna tylko nie w moich klimatach. Liczyłam na przygodówke z wybuchającymi pierwiastkami, a dostałam szkolne życie i zatrucie gazowe. Jednak później książka się rozkręca. Pojawia się walka o "władzę", czas i życie, co ostatnio mnie kręci ;).

"-[...] Zwyczajnie odpowiedziałbym więc, że tak. Ale czuję, że od tej pory już nic nie będzie "zwyczajne"..."

Postacie są dobrze przemyślani, chociaż ten kto chciałby się dopatrzeć jakiś błędów, pewnie by je znalazł. Itch, jego siostra Chloe i kuzynka Jack są bardzo zżyci, co (w małym stopniu) zmienia dotychczasowe schematy książkowe. Z reguły główny bohater robi wszystko sam (albo przynajmniej chce zrobić), od początku do końca, tym razem było trochę inaczej i mile mnie to zaskoczyło.

Krótko podsumowując książka nie byłą taka zła, lecz do moich ulubionych nie należy. Wszystko jakby kończy się w pierwszym tomie (chociaż wiem, że są trzy), więc gdyby ktoś chciał sam się przekonać o czym jest ta pozycja, może spokojnie po nią sięgnąć, nie martwiąc się, że będzie musiał przeczytać pozostałe tomy. Dopowiem jeszcze, że książka ta jest kierowana raczej do młodszych, bo chociaż mam 14 lat (tyle co Itch) to historia zbytnio mnie nie pochłonęła. Jestem jednak pewna, że młodsze osoby nie zawsze będą wiedzieć o co chodzi (pierwiastki itp.).
Zostawię wam do rozstrzygnięcia tę sprawę. Gdyby ktoś już czytał tą pozycję, to chętnie dowiem się co o niej myśli. Ode mnie dostaniecie tyle: sięgnijcie jeśli nie macie nic ciekawszego na półce ;).

5+/10
Pozdrawiam
Sisley

PS Wróciłam ^^ Macie w nagrodę za wytrwałość (tę oto) recenzje, która już od jakiegoś czasu czekała... Buziaki ;*

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Mechaniczna Księżniczka - Cassandra Clare

Mechaniczna Księżniczka
Cassandra Clare
Seria: Diabelskie Maszyny - tom 3
Oryginalna nazwa: The Clockwork Princess. The Infernal Devices - Book Three
Tłumaczenie: Anna Reszka
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 544

"-Czasami trzeba wybierać czy się chce być dobrym, czy honorowym - powiedział. - Czasami nie można być takim i takim jednocześnie."

Charlotte razem z Nocnymi Łowcami mieszkającymi w Londyńskim Instytucie usiłuje odnaleść Mortmaina, któremu do zakończenia planu zniszczenia Nefilim brakuje już tylko panny Gray. Gdy na nieszczęście dziewczyna wpada w jego ręce, wszystko zaczyna się sypać. Will i Jem, nigdy nie rozłączni, na zabój zakochani w Tessie, muszą coś zrobić by ją ratować. Dodatkowo Konsul Wayland przeszkadza we wszystkim, byle tylko nie dopuścić Charlotte do władzy.

Nie wierze, że to już koniec. Ja chcę więcej!!! Kocham tą serie i dobija mnie świadomość, że ją skończyłam. Chyba już wiem, dlaczego nie miałam ochoty tego kończyć... Wolałam żyć w słodkiej nieświadomości tego kogo wybierze Tessa, co się stanie z Jemem i Willem, a także jak skończy się sprawa z Mortmainem.

"-Bezsensowne, niepotrzebne cierpienie i ból? Nie sądzę, żeby ci pomogło, jeśli powiem, że takie jest życie. Dobrzy cierpią, źli kwitną, a wszystko co śmiertelne i tak przemija."

Mam zszargany umysł i emocję, przez tą książkę, więc trudno mi powiedzieć cokolwiek mądrego. Może nie do wszystkich przemawia ta seria, może nie zadowala zakończenie, może jest "kolejnym schematycznym romansem", ale ja ją pokochałam. Spełniła  moje oczekiwania w 100%, a może nawet w 200%, gdyż nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń.
Cassandra wspaniale kreuje świat Nocnych Łowców, a jeszcze lepiej gra na (moich) emocjach. Jeśli nie ryczałam ze smutku, to skakało mi ciśnienie, bo nie wiedziałam czego się spodziewać na następnej stronie, albo nie mogłam powstrzymać napadu śmiechu, przez ten niesamowity humor, który posiadają bohaterowie książek pani Clare.

"Zastanawiał się kiedyś, dlaczego miłość zawsze jest wyrażana słowami związanym z ogniem. Teraz odpowiedzi udzielił mu pożar w jego własnych żyłach."

Tak jak Tessa spotkała dwie miłości swojego życia, tak ja spotkałam już paru takich, którym (gdyby nie to, że istnieją tylko na papierze) oddałabym swoje serce. Wśród nich oczywiście znaleźli się Will i Jem, niesamowici i wyjątkowi Nefilim, których pokochała (chyba) każda dziewczyna. Dodatkowo w każdym tomie pojawił się Magnus, zwariowany, cudowny i jedyny w swoim rodzaju czarodziej. Jest ktokolwiek kto go nie lubi?
Teraz tak patrze i wiem, że tylko zachwalam tą książkę, ale nie potrafię powiedzieć złego słowa o tej pozycji, może jedynie to, że jest za krótka. Wszystko dzieje się dość płynnie, co niektóre sceny są przeciągane, ale uważam, że inaczej nie byłoby tego, co jest teraz. Zakończenie było taką niespodzianką (dla mnie) że nie wiedziałam czy mam skakać z radości czy płakać...

"-[...] Każdy potrzebuje lustra, żeby zobaczyć w nim, swoje lepsze ja. Takim lustrem są oczy tych, którzy nas kochają. A czasami najpiękniejsze jest to, co krótkotrwałe. [...]"

Moim zdaniem trzeba przeczytać Diabelskie Maszyny. Może, tylko ja tak uważam, ale jest to jeden z najlepiej zrobionych romansów fantasy (przepraszam jeśli coś pomieszałam z nazwą i w ogóle... :)) z domieszką walk i przygód bohaterów (chociaż nie było tego aż tak dużo w 2 i 3 tomie). Uważam, że naprawdę warto, chociaż może moja opinia jest aż nazbyt przesadzona. Kocham książki Cassandry Clare i nic na to nie poradzę.


"-[...] Stań przed nim i zażądaj prawdy, jeśli musisz, ale go nie skreślaj. Nie wyrzucaj ze swojego serca. Bo jeśli to zrobisz, pożałujesz."


10+/10
Pozdrawiam
Sisley

"-Czy można żałować rzeczy, która, choć niemądra, była piękna? [...]"

PS Znikam na dwa tygodnie, więc może być dłuższy zastój niż zazwyczaj. Pozdrawiam i do zobaczenia ^^

środa, 5 sierpnia 2015

Historia prawdziwa kapitana Haka - P. D. Baccalario

Historia prawdziwa kapitana Haka
Pierdomenico Baccalario
Oryginalna nazwa: La vera storia di Capitan Uncino
Tłumaczenie: Marzena Radomska
Wydawnictwo: Olesiejuk
Liczba stron: 322

" 'Chcę być jak kruk i odlecieć daleko stąd' - pomyślał James. 'Chcę pofrunąć wysoko, daleko, w miejsce, gdzie nie słychać ludzkiego gwaru'. "

W 1829 rodzi się nieślubny syn króla Jerzego IV. Niestety zawiązał się spisek, który chciał pozbyć się jedynego spadkobiercy króla. Matka wraz z niemowlęciem musi uciekać. Zostają wysłani do Indii, gdzie James dorasta, a później wsiada na statek.

Nie lubię książek historycznych, typowych przygodówek i zamulaczy, ale ta pozycja przypadła mi do gustu. Może akcja nie była zbyt żywa, ani nader ciekawa, ale opowieść sama w sobie coś miała. Myśl, że ktoś taki naprawdę żył, pływał po morzach jest niesamowita. Dodatkowo pojawia się trochę Londynu, co (jak, już mówiłam) ostatnio mnie kręci :).

"-[...]Teraz mi wierzycie? Idziemy donikąd. Idziemy po śmierć.
-Trzeba być żywym, gdy się idzie na śmierć - powiedział spokojnie Junior, ruszając w drogę."

Boli mnie to, że było tak mało samego James'a Fry'a - Haka, którego ta książka miała opisywać. Niby są najważniejsze wydarzenia i czasy, ale gdzieś w tym wszystkim powinno być więcej uczuć, poczynań i... walk(?). No bo skoro to opowieść o najgroźniejszym piracie pływającym po morzach, to gdzie są te wszystkie abordaże, szturmy, bunty pokładowe i sterowanie samym statkiem. Co nieco było wspomniane, ale zdecydowanie za mało!
W oczy gryzło mnie również fatalna interpunkcja. Wiem, że to raczej nie wina autora tylko (bez obrazy, ale) wydawnictwa. Nie jestem wrażliwa na ortografie itp. ale w tej książce to była istna przesada. Aż mnie korciło, żeby wziąć długopis do ręki i samemu postawić kropkę na końcu zdania (tyle, że to nie moja książka). Brakowało również tych myślników, przez co nie zawsze wiedziałam, czy bohater daną kwestie wypowiedział czy pomyślał. Książka ratowała się (na szczęście) pięknymi zdobieniami stron i cudną okładką, co razem nadawało charakteru. Dodatkowo bardzo szybko się ją czytało, dzięki dużym literom (serio, czułam się jakbym wróciła do trzeciej klasy).

"[...] Może myślała o tym, jakie życie jest dziwne... Czasem bardzo czegoś pragniemy, marzymy o tym dniami, tygodniami, miesiącami, nie wierząc w duchu, że nasze marzenie kiedykolwiek się ziści, a gdy może się stać rzeczywistością, jesteśmy przerażeni i sparaliżowani."

Może książka nie należy do najciekawszych, ale uważam że można jej poświęcić te parę godzin (naprawdę szybko się czyta). Książka jest bardzo lekka i przyjemna. Polecam na odstresowanie ;).

6/10
Pozdrawiam
Sisley